Meritum - Szcz

Meritum - Singiel

Meritum - Meritum
 
 
"Debiutancki materiał Meritum to autentyczny powiew świeżości na pogrążonej od pewnego czasu w marazmie krajowej scenie alternatywnej. Nie ma tu ani śladu beznamiętnego kopiowania popularnego ostatnio na świecie mazgajskiego avant popu czy post rocka. Muzycy poruszają się wśród gąszczu gatunków i stylistyk, wśród których z łatwością znaleźć można jazz, kameralną muzykę współczesną, a nawet wątki awangardowego rocka spod znaku King Crimson, które nadały znacznej części materiału sporo dynamiki. Ale chociaż te właśnie gatunki wysuwają się na pierwszy plan kompozycji, nie one stanowią o uroku dzwieków Meritum.

Najciekawsze tu jest to, że w oparciu o nie muzycy stworzyli coś w rodzaju wariacji na temat tradycyjnej muzyki klezmerskiej. Żywiołowy, żydowski folklor wylewa się z utworów pełnymi wiadrami, czasem przyjmując postać ekstatycznego wirowania, kiedy indziej rozlewając się w rzewne, nostalgiczne melodie, zawsze jednak znakomicie podkreslając to, co w kulturze środkowo i wschodnioeuropejskich diaspor najbardziej podniecające. Bardzo udany debiut."

Wojciech Lada / ŻYCIE WARSZAWY


- - - - - - - - - - - -



"Odbyłem niegdyś ciekawą dyskusję na temat legendarnej płyty Erica Dolphy'ego "Out to Lunch". Ja twierdziłem, że jest ona dziełem doskonałym, zaś mój rozmówca wskazywał na fakt, iż na nagraniu tym ciążą wyraźne ślady braków organizacyjnych, przede wszystkim niedostatek prób. Przyznaję dziś, że w jego argumentach było wiele racji. Rzeczywiście, album ten jest w większej mierze świadectwem procesu dochodzenia i oddalania się od współbrzmienia, niż osiągniętą syntezą. I na tym właśnie polega między innymi jego wyjątkowość. Słuchając oficjalnego debiutu warszawskiej formacji Meritum miałem w pamięci zarówno nagranie Dolphy'ego, jak i wspomnianą rozmowę. Podobieństwa nie są bezpośrednie. Z jednej strony, w brzmieniu słychać pewną stanowczość. Wiadomo, jak ta muzyka ma brzmieć. Z drugiej - muzyka warszawiaków nie jest pozbawiona wad, problemów. Te jednak wcale nie przeszkadzają w jej odbiorze.

Meritum to kwintet doświadczonych już muzyków, grających wspólnie od kilku lat: Paweł Szamburski na klarnecie, Tomasz Bandyra na basie, Karol Maśluszczak na pianinie, Roman Ślefarski na perkusji, oraz dj Lenar, który obsługuje gramofony. Zespół koncentruje się na kameralnej estetyce, którą punktują solówki free czy winylowe zgrzyty dj'a. Dominuje przestrzenny klarnet i proste, wyraziste akordy fortepianu. Sekcja trzyma się raczej dyskretnie z tyłu, ale zdecydowanymi posunięciami wyznacza przestrzeń dźwięku.

W formule tej kryją się pewne pułapki. Czasem niepokojąco wyraźnie rysują się inspiracje kameralnymi wersjami Masady Johna Zorna. Fakt, że w składzie jest tylko jeden instrument wyraźnie solowy powoduje, że nieco brak tej muzyce różnorodności. Zestawienie dj'a z delikatnym brzmieniem, choć w większości wypadków sprawdza się i wprowadza przyjemne ożywienie, potrafi też brzmieć sztucznie.
Można by z tego faktu czynić problem. Ale byłoby to nieporozumienie. Bo dzieje się na tej płycie wiele ciekawego: można wsłuchać się w wybrzmiewania klarnetu i odświeżająco stanowcze akordy pianina; efekty winylowe wprowadzają wesoły dysonans; elektryczne brzmienie i zdecydowane zagrywki basu nadają całości dodatkowy, niejednoznaczny wymiar, i stanowią ukrytą atrakcję płyty.

Złożyło się razu pewnego, że bezpośrednio po tej płycie słuchałem kilku wyjątkowych nagrań: jednego ostatnich akustycznych koncertów kwintetu Milesa Davisa z Tonym Williamsem i Waynem Shorterem, Impressions Johna Coltrane'a, Turning Point Paula Bleya. W nagraniu Meritum brak abstrakcyjnej kombinatoryki pierwszego albumu, zaawansowania gry solowej odnajdywanego na drugim, czy swobody trzeciego. Ale muzyka ta posiada pewną cechę, która łączy ją z tamtymi płytami, a odróżnia od wielu innych, również tych nagrywanych przez znacznie bardziej znanych artystów. Nie jest sztucznie wytłoczona z pomysłów czy zagrywek. Dźwięk jest swobodny, nie wykoncypowany. Muzykom warszawskiego zespołu brak doświadczenia, które pozwoliło klasykom swobodnie snuć wielopiętrowe wypowiedzi. Ale operując własnym językiem są w stanie stworzyć brzmienie, któremu nie brak ani swoistości, ani naturalności. To muzyka, której słucha się z przyjemnością. A to - wbrew pozorom - bardzo rzadka cecha.

Warto słuchać tego krążka, warto czekać na następne. Wiele wskazuje na to, ze zespół nie spocznie na laurach i kolejne produkcje mogą być coraz ciekawsze."

Marcin Gokielii / POLSKIE RADIO


- - - - - - - - - - - -



"Meritum założył w 2000 r. klarnecista Paweł Szamburski znany z projektów Djazzpora, Galimadjaz, Tupika, Heliogabal, Meoma, Galimadjaz Trio czy Cukunft. Grupę tworzą przedstawiciele najmłodszego pokolenia warszawskich muzyków - bardzo aktywnie eksperymentujących na stołecznej scenie klubowej. Debiutancka płyta kwintetu zawiera materiał, który powstawał w okresie ostatnich dwóch lat, będąc wyrazem różnorodnych fascynacji i doświadczeń młodych instrumentalistów. Na tym wczesnym etapie istnienia grupy fascynacje owe są łatwo rozpoznawalne i mają znaczenie dla wyrazu jej muzyki. W sensie stylistycznym Meritum czerpie przede wszystkim z zakorzenionych w nowoczesnym jazzie nurtów wybranych z szerokiego spektrum określanego mianem "Radical Jewish Culture". Na szczęście muzycy nie kopiują rozwiązań znanych z płyt wytwórni Tzadik. Idą własną drogą i potrafią wzbogacić tzadikową estetykę o idealistyczną miłość do melodyki i harmoniki. Te ostatnie są przez Meritum podane z prostotą i bezpośredniością. Trudno rozstrzygnąć, czy wynika to jedynie ze szlachetnych intencji, czy po prostu oznacza brak aranżerskiej finezji. Jak by nie było, Szamburski nie zdradza zainteresowania jarmarcznymi popisami Krakauera ani perwersyjnymi grami Zorna. Jego wiara w siłę melodii istotnie czyni cuda w odbiorze tej muzyki, bowiem słuchanie nagrań Meritum to przyjemność sama w sobie. Co niemniej ważne, silny akcent położony na melodyjność kompozycji jest wyraźnym nawiązaniem do tradycyjnej muzyki wschodniożydowskiej, zwłaszcza chasydzkiej, która jest w zasadzie nieustającą medytacją nad zwrotami melodycznymi. Należy tutaj dodać, że kwintet nie gra melodii w sposób, który prowadzi do ich banalizacji. Instrumenty brzmią "grzecznie", bo pełnią rolę dobrze ustawionej dykcji. Próżno by tu szukać muzyki gestu znudzonego (zbuntowanego?) instrumentalisty. W Meritum słychać radość grania i afirmację życia tu i teraz. Brzmienie grupy opiera się na trzech filarach instrumentalnych, co służy budowaniu zmiennych nastrojów, wśród których dominuje refleksyjność. Pierwszy i najważniejszy z tych filarów - to sekcja melodyczno-harmoniczna (klarnet i fortepian), drugi - sekcja rytmiczna (bas i perkusja) oraz trzeci - sekcja "kolorystyczna" (dźwięki konkretne, nagrania terenowe oraz skrecze). To bogaty arsenał środków, który z czasem - mam nadzieję - grupa będzie umiała efektywniej wykorzystać, unikając jazz-rockowych schematów, a zgłębiając arkana melodyki chasydzkiej oraz śpiewu chazanut. Najsilniej przemawiają do mnie na tej płycie chwile, kiedy cały zespół daje się ponieść melodii i podąża za nią (ścieżki 1., 4., 7. i 11. ze znakomitym cytatem dźwiękowym z filmu Mathieu Kassowitza "Nienawiść"). Aż dziw bierze, że organizatorzy Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie (nie mówiąc o podobnej, właśnie raczkującej inicjatywie w Warszawie) jeszcze nie zauważyli tego zespołu. Gdzież lepsze miejsce dla zespołu, który wybrał dla swoich utworów nazwy warszawskich ulic, niż na Próżnej?"

Ireneusz Socha


- - - - - - - - - - - -


"Znaleźli sposób by grać muzykę klezmerską oryginalnie i wręcz zaskakująco. W pełnych aranżacyjnej dyscypliny kompozycjach Meritum nie ma typowego dla muzyki klezmerskiej smutku ani nostalgii. Jest za to jazzowa i improwizacyjna radość i energia, a czasem szaleństwo - nawet w utworach spokojniejszych, stonowanych. Są też nietypowe dla tej muzyki skrecze w wykonaniu Dj Lenara."

Łukasz Kamiński / GAZETA WYBORCZA.


- - - - - - - - - - - -


"Bardzo udane połączenie jazzu i muzyki klezmerskiej. Ambitne i z pomysłem. Kawałki chilloutowe przeplatają sie tu z energetycznymi, elementy tradycyjnej muzyki etnicznej z dżwiękami rodem z XXI wieku. Mix: klarnet, gitara basowa, fortepian, perkusja i co nieco elektroniki dają bardzo przyjemny efekt. W końcu chłopaki z Meritum, znani m.in. ze wspołpracy z projektami Galimadjaz, Bauagan, Djazzpora, mają swój pomysł na muzykę."

Magda P. / WiK, WARSZAWA i KULTURA.


- - - - - - - - - - - -


"Zawsze zastanawia mnie, jak duży wpływ na dorastających w latach 90tych warszawskich muzyków miały festiwale Warsaw Summer Jazz Days. A dokładniej promowane na nich przez Mariusza Adamiaka jazzowe fuzje z nowojorskiej sceny downtown. Płytowy debiut stołecznej formacji Meritum to całkiem sympatyczny przyczynek do tych transoceanicznych inspiracji. Zespół złożony z muzyków znanych z improwizatorskich spotkań cykli Galimadjaz i Djazzpora proponuje nowoczesną mieszankę jazzu i muzyki żydowskiej. Taką, jaką rozpropagowali nowojorscy neoklezmerzy skupieni wokół klubu Knitting Factory i serii płytowej Radical Jewish Culture. W muzyce Meritum w roli głównej są karkołomne i melodyjne partie klarnetu Pawła Szamburskiego. I słusznie, bo czujnie podchwytuje on te zwiewne, groteskowe kaprysy klezmerskiej żarliwości. Ciekawie dialogują z nimi delikatne i śpiewne partie fortepianu Karola Maśluszczaka, grane z jakąś słowiańską atencją, delikatnie i wylewnie. To jest dobry zalążek własnego, oryginalnego brzmienia, ale chwilami zupełnie nie kontaktuje z nim przyciężka na jazz-rockową modłę sekcja rytmiczna. Tak, czy inaczej na płycie Meritum klimat i brzmienie górują nad inwencją kompozytorską. Wejścia DJ Lenara są epizodyczne, a szkoda, bo chociaż serwowane przezeń sample to zaledwie ornamenty, jego scratche całkiem sensownie wpisują się w zespołową grę."

Rafał Księżyk / EXLUSIV


- - - - - - - - - - - -


"Meritum to projekt powołany między innymi przez Pawła Szamburskiego - organizatora warszawskich Djazzpor, muzyka m.in. Galimadjaz Trio. Dotychczasowy, znany mi dorobek artysty opierał się głównie na medytacyjnej, czasem skupionej, a czasem rozwichrzonej kameralistyce. Szlachetnie surowej i nieraz głęboko uduchowionej. Tu Szamburski prezentuje się nieco inaczej. Debiut Meritum to w sumie bardzo przystępna płyta, mieszająca różne wpływy. Wielu wpisało zespół - obok Cracow Klezmer Band, czy Kroke - w nurt klezmerski. Niesłusznie. Meritum faktycznie odwołuje się do tej tradycji, ale nie ona określa poetykę płyty. W muzyce grupy wyraźne są także odniesienia do wielu odcieni jazzu, subtelnej kameralistyki, a nawet minimalu. Ta ostatnia inspiracja dochodzi do głosu w pierwszym utworze, w którym repetycyjny temat brzmi niczym wzięty z dostojnych kompozycji Philipa Glassa. Dalej dostajemy dwa znakomite, skoczne kawałki w duchu wczesnego Lounge Lizards - to one prezentują się na albumie najfajniej. Kolejny, czwarty utwór jest bardziej wstrzemięźliwy. Niesie sporą dawkę elegancji, a także nutę nostalgii. I właśnie między żywiołowością i lekko groteskowym kolorytem jazzu o klezmerskim, czy nieco downtownowym posmaku, a melancholią i subtelnościami salonowej kameralistyki mieści się reszta kompozycji. Instrumentaliści wyczuleni są na każdy detal. Wszystko jest tu doskonale poukładane, harmonijne, wyważone. Przez to zespół gubi nieco (poza dwoma, może trzema najbardziej ognistymi kawałkami) drapieżność, którą znaleźć możemy choćby w twórczości wspomnianych już Lizardsów. W ogóle brak mi tu trochę energii i dosadności, jaka bije z dokonań np. Hasidic New Wave, czy wyzwolonego, zadziornego improwizatorskiego żywiołu New Klezmer Trio.

W sumie dostajemy płytę doprawdy sympatyczną - błyskotliwą, świetnie zagraną, kunsztownie zaaranżowaną, chwilami mocno rozrywkową, a chwilami chilloutową - tylko, jak dla mnie, odrobinę za bardzo wymuskaną. Pewien kontrapunkt wobec zdyscyplinowanej, wyestetyzowanej gry zespołu stanowią oszczędne, ale bardzo trafne interwencje Lenara na gramofonach. Ciekaw jestem jak Meritum prezentuje się na koncertach - liczę, że w wydaniu live do gry zespołu wkrada się nieco więcej szorstkości i szaleństwa."

Łukasz Iwasiński / ZINE


- - - - - - - - - - - -


"Muzyka klezmerska to wyjątkowo wdzięczny temat do wszelkiego rodzaju deformacji, dekonstrukcji, improwizacji i innowacji. Doskonale komponuje się z rockiem, mieści się wśród brzmień elektronicznych, zaskakuje w zestawieniu z jazzem. Te właśnie wątki postanowili zebrać do kupy i przedstawić jako spójną całość muzycy warszawskiego projektu Meritum. Ich debiutancka płyta to jedna z najświeższych, wydanych ostatnio produkcji na polskiej scenie alternatywnej. Muzycy przede wszystkim wydają się zupełnie nieskrępowani żadnymi undergroundowymi modami. Ich metoda jest tyleż prosta, co skuteczna; sięgając pełnymi garściami do obszernej skarbnicy melodyki tradycyjnej muzyki żydowskiej, konstruują kompozycje raz ocierające się o subtelności współczesnej kameralistyki, kiedy indziej przedstawiają ową tradycję w stanie niemal czystym, i wreszcie, w momentach najbardziej efektownych splatają ją z ekspresyjnym, awangardowym rockiem, dość bliskim najodważniejszym pracom z dorobku King Crimson. I jeśli nawet inspiracje muzyków są tu aż nadto wyraźne, a w kilku przypadkach muzykom wydaje się brakować erudycji, by rozwinąć kompozycje w jakimś zaskakującym kierunku, rzecz ogólnie jest świeża i porywająca. Czekam na dalszy ciąg."

Wojtek Wysocki / FLUID


- - - - - - - - - - - -


"Przejdźmy od razu do meritum... Meritum to warszawski kwartet od początku związany ze stołeczną sceną improwizowaną, skupioną swego czasu wokół nieistniejącego już klubu Jazzgot. Dziś w końcu wydaje debiutancki album - w nowym składzie poszerzonym o didżeja muzycy pokazują, jak można ciekawie przeszczepić fascynację muzyką klezmerską na grunt młodej sceny jazzowej. Utwory skomponowane na akustyczny skład - klarnet, perkusję, bas i fortepian - nawiązują w tematach do muzyki żydowskiej i przesycone są charakterystyczną dla niej nostalgią. Nie brakuje tu jednak swobody i radości jazzowego grania. Oryginalny debiut, który dla osób poszukujących czegoś świeżego może być miłą niespodzianką"

PRZEKRÓJ